11 sierpnia 2021

Kiedy w ubiegłym roku Krzysztof po raz setny pokonał podjazd pod Velické Pleso (czyli do górskiego hotelu Śląski Dom, 1670 m. npm), Michał Białoński z Interia.pl zapytał go, jaki jest jego następny cel. -Mont Ventoux- odpowiedział Nasz Zawodnik.

Od tego czasu minął prawie rok, przychodziła i odchodziła pandemia, mieliśmy niekończące się problemy techniczne z rowerem. W końcu jednak udało się pokonać te wszystkie przeciwności losu i zaaranżować wyjazd do Francji.

Mont Ventoux to góra (1912 m. npm) leżąca w Prealpach Południowych, ok. 35 km na wschód od Orange, w departamencie Vacluse, w regionie Provence-Alpes-Côte d’Azure.

Góra przedziwna – piękna i przerażająca zarazem. Piękna, bo wyniosła, widoczna z daleka, wypiętrza się samotnie – trochę jak nasza Babia Góra – wśród znacznie niższego otoczenia. Przerażająca ze względu na kamienny, księżycowy krajobraz jej najwyższych partii.

Foto: Facebook

Można na nią podjechać od miejscowości Malaucène, albo od Bédoin, albo w końcu od Salut, z tym że drogi z Bédoin i z Salut łączą się ok. 6 km przed szczytem w pobliżu restauracji Chatelet Reynard.

Podjazd z Malaucène liczy 21 km o średnim nachyleniu 7,4 proc., maksymalnie 13,4 proc., przy przewyższeniu 1556 m. Od Bédoin z kolei mamy: 21 km długości, 7,5 proc. średniego nachylenia, maksymalnie 13,1 proc. i 1575 m. przewyższenia. Są to zatem zbliżone charakterystyki, z tym że od Malaucène jedziemy od początku mniej więcej jednostajnym, średnim nachyleniem, zaś od Bédoin pierwsze kilometry są niemal płaskie, a ok. 15 km przed szczytem zaczyna się nachylenie 9 – 10 proc. i niemal nie puszcza już do końca. Co kto woli.

Dla kolarzy, nawet amatorskich, średnia 7,5 proc. to nie jest wielka trudność. Ale dopowiedzmy: nie jest to trudność sama w sobie, natomiast skumulowana na długim odcinku stanowi wyzwanie. A tu mamy 21 km wspinaczki. W Polsce nie znajdziemy takich dróg i nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Właśnie długość podjazdu decyduje o tym, że ta góra jest trudna. Według kryteriów Międzynarodowej Unii Kolarskiej zalicza się do kategorii HC – czyli najwyższej.

Przyjechaliśmy w rejon Mont Ventoux z okolic Tulle i rzeki Dordogne – tam też jest pięknie, a ukształtowanie terenu zaspokaja apetyty kolarzy – w piątek, 23 lipca. Nazajutrz zrobiliśmy trasę Malaucène – Mont Ventoux – Malaucène. Mnóstwo rowerzystów w każdym wieku, niektórzy na rowerach elektrycznych, przyjazne reakcje turystów, dobre i bezpieczne drogi. W miarę jazdy coraz bardziej odsłaniał się widok na okolicę Łysej Góry (tak też jest ona zwana) i na sam szczyt Mont Ventoux. Droga wije się i wije, końca nie widać. Wspinać się tak przez dwie i pół godziny, to może być nużące. Ale dla nas – niech kto chce, mi wierzy – nie było. Z czasem coraz więcej widać, coraz bardziej ma się świadomość, że cel będzie zdobyty, coraz więcej przygodnie spotkanych osób dodaje otuchy: Allez!, Courage! A tuż przed szczytem: Vous y êtes! To naprawdę miłe. Odpoczynek na szczycie, po takiej drodze, ma wszystkie inne odpoczynki pod sobą. A i widoki na każda stronę przednie.

25 lipca przypadało święto św. Krzysztofa – patrona Naszego Zawodnika. Tego dnia pojechaliśmy z Malaucène do Bédoin i stamtąd na górę przez słynne rozdroże przy restauracji Chatelet Reynard, o którym tyle razy mówili pp. Jaroński z Wyrzykowskim w Eurosporcie (od kilku lat pp. Jaroński z Baranowskim) w czasie transmisji z Tour de France. Z okazji imienin posiedzieliśmy dłużej na szczycie.

26 lipca pojechaliśmy z Malaucène na górę tą samą drogą, co w sobotę, ale na tym nie poprzestaliśmy. Zjechaliśmy na drugą stronę, do Chatelet Reynard, stamtąd wspięliśmy się na szczyt drugi raz tego dnia, a potem już wrócilismy na nasz camping. Kilometr powyżej Chatelet Reynard mieliśmy niecodzienne spotkanie.

Nawet osły lubią Mont Ventoux – polecamy każdemu.

Po powrocie do Polski wracamy do naszych planów w Stowarzyszeniu. Oto więc mamy przyjemność zapowiedzieć, że 11 września odbędzie się w Śląskim Domu challenge kolarski z Krzysztofem w roli głównej. Wkrótce więcej informacji na naszej stronie na Facebooku. Na razie wiedzcie tyle, że będzie to wyzwanie sportowe, które przełoży się także na pomoc finansową dla Łukasza Daty.

Roman Graczyk