Pamięć Leona, hart ducha Maurycego
W nocy z piątku na sobotę miała być, według prognoz meteo, gołoledź na drogach. Z jakichś powodów prognoza się nie sprawdziła, drogi tej nocy i poranka były bezpieczne, a frekwencja na naszych zawodach dopisała. Oczywiście nie twierdzimy – byłoby to teologiczną zuchwałością – że Opatrzność czuwa nad nami bezwyjątkowo. Ale fakty z 24 stycznia 2026 są właśnie takie.
Było gwarno, kolorowo i smacznie. Gwarno, bo na Długiej Polanie, spotkało się wiele osób, które się wzajemnie znają i lubią. Kolorowo, bo wielu uczestników slalomu-giganta wystąpiło w fantazyjnych przebraniach. Smacznie, bo można się było posilić bigosem ufundowanym przez Małopolski Okręgowy Związek Narciarski oraz pączkami ufundowanymi przez piekarnię Buczek. Oczywiście finansowych i barterowych partnerów było więcej, o czym pisaliśmy szczegółowo tutaj (wpis z 21 stycznia 2026).
Był z nami Maurycy, jego siostra Gaja i jego rodzice: Katarzyna i Łukasz. Była z nami żona Sebastiana: Marianna Janicka-Kordasz.
Była też z nami pamięć o Leonie, którego wizerunek spoglądał na nas z flagi obok flag naszego Stowarzyszenia. Bo trzeba wiedzieć (starsi to wiedzą, a młodsi niech zapamiętają), że bez Leona nasze Stowarzyszenie w ogóle by nie powstało. I trzeba wiedzieć (zastrzeżenia jak powyżej), że w tym roku mija 20-ta rocznica pierwszych zawodów organizowanych przez Małopolski Okręgowy Związek Narciarski – dziękujemy Maciejowi Trzcińskiemu! – najpierw (w latach 2006 – 2011) w formule „Zawody dla Krzysia”, a potem (od r. 2012) w formule dla każdorocznych beneficjentów Stowarzyszenia „Krzysiek Pomaga Pomagać”.
Agnieszka, dzieci i wnuki Leona śmiało kroczą narciarską drogą swojego męża, ojca i dziadka – co odzwierciedlają wyniki zawodów. Najlepszy czasy uzyskali: wśród kobiet Maria Leonowicz – 0:24,97, a wśród mężczyzn Franciszek Zacny – 0:24,33. W klasyfikacji rodzinnej zwyciężyła ekipa Leonów – 280 p., drugie miejsce zdobyła ekipa Małych Leonów – 230 p., a trzecie ekipa Bednarczyków -225 p.
Wysokie Jury konkursu na najlepsze przebranie wydało następujące werdykty: w kategorii indywidualnej: 1.Ruben Cirut za najładniejszą prezentację ramion na stoku; 2. Ania i Antek Radomińscy-Lasek jako Sól i Pieprz; 3. Ewa Bereś jako Pani Dulska; w kategorii rodzinnej: 1. Rodzina Marcinków jako Pszczółki; 2. Rodzina Krzysztofa „Kuzyna” Banasia jako Dom z Papieru; 3. Rodzina Zołów jako Policjant i Więźniowie; 4. Rodzina Pencarskich – wyróżnienie. W kategorii najmłodszych: 1. Misia Leonowicz jako Sticz, 2. Max Pastuła jako Indianin, 3. Sara Kolendowicz jako Arielka. Nagroda specjalna: Krystian Kicmal jako pirat.
Dwie rzeczy z przebiegu tej imprezy godzi się szczególnie podkreślić: udział Maurycego w gigancie i szczególny przejazd Tomasza Miśniakiewicza. Maurycemu, który dopiero wraca do narciarstwa po bardzo ciężkiej chorobie, pomagał na stoku Olaf Cirut, obu im nie było łatwo na trasie, ale dotarli skutecznie do mety – brawa dla nich obu! Natomiast Tomasz wystartował na … nartach biegowych, to bodaj pierwszy taki przypadek w historii naszych zawodów – brawa dla niego! Maurycy, Olaf i Tomek okazali hart ducha. A to jest cecha, o którą wszystkim nam chodzi – tym, którzy walczą o swoje lepsze jutro, i tym którzy im pomagają.
Mieliśmy na liście startowej 209 osób, tyle też wpłaciło „cegiełki” na rzecz Maurycego i Sebastiana. Na starcie stawiło się 167 osób. W wydarzeniu, w różnym charakterze, uczestniczyło ok. 250 osób. Tak więc na dobry początek mamy – po zawodach, a przed koncertem i przed challengem – ponad 21 tys. dla naszych beneficjentów.
Biegniemy dalej, następny etap to koncert i aukcja w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”, 8 maja, w Krakowie.













































































































































































































































































































































































