14 czerwca 2021

Piątkowy poranek zapowiadał ciepły, letni dzień. I tak potem było, z tym zastrzeżeniem, że około godz. 14-tej przez okolice Dworku Białoprądnickiego przeszła obfita ulewa. To zdecydowało o przeniesieniu naszego koncertu z dworkowego parku do budynku.

W pierwszej części zaśpiewała Aga Zaryan z towarzyszeniem gitarzysty Szymona Miki. Kto spodziewał się kameralnego, spokojnego występu, ten został zaskoczony. Ten śpiew to była erupcja wulkanu, jakkolwiek z modulowanym poziomem ekspresji. Artystka obdarzyła nas także niebanalnym komentarzem do wykonywanych utworów, by wspomnieć tylko wiersz Miłość autorstwa Krystyny Krachelskiej.

Aga Zaryan i Szymon Mika dobrze wiedzieli, że ich występ ma nie tylko artystyczny wymiar (Łukasz Data wraz z rodziną był na sali) – czemu dali czytelny wyraz.

Chociaż muzyka grupy Workaholic ma zgoła odmienny charakter, było w niej to samo zaangażowanie na rzecz Łukasza. Muzycy (Jan Purchla, Piotr Kosieradzki, Leszek Mierzwa, Jarema Pogwizd, Grzegorz Piećko i Kacper Piećko) zagrali z wielkim żarem. Miłym akcentem ciągłości personalnej było wykonanie kompozycji Ryszarda F. Styły Blues dla Jarka. Autor tej kompozycji, nasz – od kilku lat – kierownik muzyczny, przeszedł niedawno Covid-19 i nadal zmaga się z jego skutkami – stąd jego absencja w piątek.

Szczególną niespodzianką był krótki występ młodego violonczelisty Oscara, który bezpośrednio poprzedzał koncert Workaholików.

W przerwie pomiędzy koncertami odbyła się licytacja, którą tradycyjnie prowadzili Mateusz Janicki, Karol Stojowski i Wojciech Leonowicz. Jak zwykle, ich występ był ucztą dla ucha, ale był też skuteczną ostrogą dla licytujących. Dość powiedzieć, że w sumie wylicytowaliśmy kwotę ok. 43 tys. PLN (łącznie z biletami przychód z imprezy wyniósł ok. 49 tys. PLN). Najwyższą cenę, 5.100 PLN, osiągnął obraz Joanny Gałeckiej Kaczeńce.

Był to więc bardzo udany wieczór, tym bardziej, że Łukasz był z nami prawie do końca imprezy. Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do tego sukcesu, bardzo dziękujemy.

Fot: Dworek Bialoprądnicki